W ramach naszych serwisów internetowych stosujemy pliki cookies. Używamy cookies, żeby zrozumieć w jaki sposób użytkownicy korzystają z witryny i dostosować ją tak, aby korzystanie z niej było dla nich przyjemniejsze i ciekawsze. Stosujemy cookies także w celach statystycznych. Cookies mogą być również stosowane przez współpracujące z nami firmy badawcze.W każdej chwili mogą Państwo zmienić swoje ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje dotyczące stosowanie cookies znajdą Państwo w naszej "Polityce Prywatności". X

Kancelaria Podatkowa Ryszard Błaszyk

Dział rachunkowy

Pieczemy praktycznie JAK W DOMU...

rozmowa z klientem poznańskiej kancelarii podatkowej: właścicielem cukierni, panem Zbigniewem Wala.

Czemu zawdzięcza Pan sukces swojej działalności?

Myślę, że właśnie temu, że ciacha są takie domowe; ludziom, którzy pracują z nami i wnoszą swój wkład w to wszystko. Ciągle jesteśmy na pograniczu rzemiosła i przetwórnia masowego. Posiadamy ciut większe miksery niż te w domu, ale oprócz tego pieczemy praktycznie jak w domu. Wydaje mi się, że oto właśnie chodzi.

Czym się Pan kieruje w swojej działalności (może jakimiś konkretnymi zasadami), co gwarantuje osiąganie stawianych celów?

Zawsze to jest tak, że ten klient jest najważniejszy. Musimy mu dać gwarancję jakości naszych produktów. A w związku z tym, że robią to tylko ludzie, wobec tego zawsze istnieje możliwość pomyłki, że ciasto się nie uda i będzie zakalec, to tak jak w domu. Tylko w chemii się uda zawsze, ale u nas jej nie stosujemy, bo albo to się robi tak jak w domu, albo nie. I właśnie ta gwarancja jakości produktu jest dla nas najważniejsza, aby one były naturalne, domowe i świeże przede wszystkim.

Z jakimi trudnościami spotyka się Pan w działalności cukierniczej? Czy mogą one być gorzkim doświadczeniem?

Wbrew pozorom to, co się dzieje w naszym kraju, wpływ technologii, sieci handlowe, rozwój rynku przedsiębiorczości spowodowało, że rywalizacja nie zawsze na tym rynku jest taka, że koniecznie produkty ze sobą rywalizują. W naszej branży (to jest dość trudna branża przy bardzo dużej konkurencji) aktualnie jesteśmy jedną z niewielu cukierni w Polsce, a z tego, co wiem, to na południu Polski to jedną z dwóch/trzech, która nie przyjmuje w swojej działalności stosowania sprzedaży komisowej. Czyli generalnie polega to na tym, ze klienci zamawiają u nas produkt, my go wytwarzamy na zamówienie i następnie dostarczamy do sklepu. Konkurencja poszła w tym kierunku, że oddaje ten towar w komis, czyli produkuje, jeżeli sklep go nie sprzeda, to go zabiera, a dalej co się z tym dzieje...? Podejrzewam, że może być przenoszony do innego sklepu. No i spada jakość tych produktów, a siłą rzeczy gdzieś te koszty trzeba upchać. Jest to pewien problem, żeby jako branża utrzymać to wszystko. Gdyby nasz towar był złej jakości albo gdybyśmy nie spełniali jakiś oczekiwań klientów, to podejrzewam, że nie bylibyśmy wstanie się utrzymać na rynku w takiej formie bez sprzedaży komisowej. Dlatego nie handlujemy z wielkimi sieciami, bo wtedy pójdziemy na układ sprzedaży komisowej. Myślę, że taką największą bolączką to jest właśnie zła ścieżka tej naszej gospodarki, tej naszej branży. To idzie nie w tę stronę, w którą powinno. Coraz większą wagę w tym wszystkim odgrywa pieniądz, a nie jakość.

Co zawdzięcza Pan swojemu doradcy podatkowemu?

Stabilizację przede wszystkim. Doradca podatkowy to jest taki człowiek, który stanowi tarczę. Jakikolwiek ruch, który robimy, jakiś poważniejszy", jest skonsultowany z doradcą, a tak naprawdę on nam pomaga w skupieniu się na tym, do czego my jesteśmy powołani, czyli do produkcji, do handlu, a on przyjmuje na siebie całą tę resztę, to wszystko, na czym wisi cała gospodarka, czyli kontrole, informacje o nowych przepisach wprowadzonych w życie - on jakby to nadzoruje. To jest fajny układ.

U nas w firmie funkcjonuje coś takiego jak podwójna księgowość - nie w sensie, że robimy jakieś złe rzeczy, tylko podwójna kontrola księgowości. Mamy swoją główną księgową, która prowadzi tę samą księgowość. Wszystkie dokumenty i wszystkie sprawy załatwiamy u doradcy podatkowego iw biurze rachunkowym - i potem następuje ich kontrola jakby wewnętrzna. Bardzo często się zdarza, że gdzieś coś umknie (to się zdarza) i myto wyłapujemy i dzięki temu nie mamy żadnych problemów z kontrolą, jest to wszystko legalnie, tak jak to powinno być.

Polecam wszystkim korzystanie z usług specjalistów jakimi są doradcy podatkowi. Te małe fiku miku geschefty, jak to mówi się na Śląsku, czyli osoby, które prowadzą jakieś księgowości, nie dają takiego poczucia bezpieczeństwa. W pewnym momencie zrozumiałem, że osoba, księgowa, która prowadzi kilka firm, tak naprawdę nie ponosi odpowiedzialności za to, co robi, a największym problemem to jest właśnie to, by każdy z nas, tak jak doradca podatkowy, który prowadzi jakieś firmy rachunkowe, istniał jako firma i ponosił odpowiedzialność za swój produkt, bo sami też odpowiadamy za swój produkt. Czyli rozłożenie tej odpowiedzialności jednocześnie daje obu stronom koncentrowanie się na tej działalności, do której są powołane. I w tym momencie następuje taka symbioza i zaczyna to wszystko dobrze funkcjonować. Fajnie, że jest taki ktoś jak doradca.

Jakie jest Pana ulubione ciasto i jakie wspomnienia z nim się łączą?

Ja jestem fanem makowców. Ja się wychowałem w rodzinie śląskiej i naszym takim bożonarodzeniowym daniem są makówki śląskie. Polska tego nie zna, to jest gotowany mak na mleku, z dodatkiem bakalii i z dodatkiem jakiejś słodkiej bułki lub chałki pokrojonej w cienkie plasterki wysuszone - układa to się warstwami i powstaje taki przekładaniec. Smak takich makówek z dzieciństwa i śląskiej strucli makowej cały czas próbuje wtłoczyć w to, co my robimy. Ciągle ten mak musi być podobny do tego, co ja pamiętam. Zawsze wracają jakieś wspomnienia, ile razy jem naszą struclę makową. Generalnie lubię wszystkie ciasta, ale jednak makowce są takim numerem jeden.